Śmigus-dyngus. Umierający zwyczaj? Tak polewali się ćwierć wieku temu
Nieco głębiej sięgnęliśmy do naszego archiwum. Tak świętowano śmigusa-dyngusa w latach 2001-2005. Patrząc na te zdjęcia można dojść do wniosku, że zwyczaj polewania się wodą w lany poniedziałek, umiera.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu Śmigus-dyngus był jednym z najbardziej wyczekiwanych dni w roku, szczególnie dla dzieci i młodzieży. Poniedziałek Wielkanocny oznaczał jedno – wodną zabawę bez granic. Woreczki z wodą, butelki, pistolety na wodę, a czasem nawet wiadra – wszystko było dozwolone, a ulice i podwórka zamieniały się w areny radosnych „bitew”.
Sięgając do archiwalnych zdjęć z lat 2001–2005, można zobaczyć zupełnie inny obraz niż dziś. Grupy dzieci i nastolatków przemierzały osiedla, zaczepiały przechodniów i bez większych oporów oblewały się nawzajem wodą. Nikt nie przejmował się przemoczoną kurtką czy butami – liczyła się zabawa i tradycja.
Co ważne, zwyczaj miał także wymiar społeczny. Śmigus-dyngus był okazją do integracji – ludzie wychodzili z domów, spotykali się, śmiali i wspólnie spędzali czas. Była to spontaniczna, żywa forma świętowania, przekazywana z pokolenia na pokolenie.
Dziś coraz częściej słychać głosy, że śmigus-dyngus traci na znaczeniu. Na ulicach jest ciszej, a zamiast rozbawionych grup młodzieży widać pojedyncze osoby lub wręcz brak jakiejkolwiek aktywności.
Powodów jest kilka. Z jednej strony zmienił się styl życia – dzieci i młodzież spędzają więcej czasu w domach, często przed ekranami komputerów i smartfonów. Z drugiej strony rośnie świadomość dotycząca granic prywatności i komfortu innych osób – nie każdy chce być dziś oblewany wodą bez uprzedzenia.












