Wielkie smażenie powideł. W Mórce gospodynie kultywują tradycję sprzed lat

środa, 23 września 2026, 15:04

Ponad 100 kilogramów śliwek, wielki kocioł i ponad 6 godzin smażenia – w Mórce po raz kolejny powstawały tradycyjne powidła. Panie z Koła Gospodyń Wiejskich przygotowywały je podczas weekendowego pikniku, zgodnie z tradycyjną recepturą – bez żadnych dodatków. Atrakcją wydarzenia były także inne lokalne smaki, w tym czernina.

Panie z Koła Gospodyń Wiejskich w Mórce po raz kolejny pokazały, że tradycyjne smaki wciąż mają swoich zwolenników. Podczas weekendowego pikniku mieszkanki wsi przygotowały śliwkowe przetwory, a główną atrakcją było smażenie powideł na żywo.

Mamy taki festyn, nazwałyśmy go Śliwkowe Lowe, jest to już piąta edycja naszego festynu, czyli piąty rok. No i smażymy tutaj śliwki, z których powstają powidła, takie tradycyjne, jak to smażyły nasze babcie i mamy, żeby to jednak było dla naszych wnuków, dzieci, żeby zobaczyły jak to jest metodą naturalną przetwarzać owoce.

– mówi Jolanta Mądra z Koła Gospodyń Wiejskich w Mórce

Mimo chłodu i przekropnej aury, gospodynie przez wiele godzin stały przy rozgrzanym kotle. Choć piknik rozpoczął się o 14, do gospodynie rozpaliły ogień pod wielkim kotłem kilka godzin wcześniej.

No nie aż tak ciężki, ale po koniec jest gorzej, bo jest ciężki, coraz to gęściejsze, no siły, siły potrzeba. A co zrobić, jak chcemy takie coś robić, to musimy działać, żeby było.

RED: Do tego kotła trafiło 100 kg śliwek i coś jeszcze?

Nie, nie, poza śliwkami nie ma nic, z tym, że zanim wsypywałam, to był smarowany gęścim smalcem, żeby nie przywierały, nie? Przy każdym rozpaleniem, nie?

RED: Czyli żadnej wody, nic do tego nie dodajecie?

Nie, nie, nie, to potem samoczynnie ze śliwki wyciekanie.

– dodaje pani Ewa z KGW

Do ogromnego kotła trafiło 5 dużych skrzynek wypełnionych po brzegi śliwkami węgierkami. Owoce wcześniej wypestkowano, a później przez wiele godzin podgrzewano i mieszano. Zgodnie z tradycyjną recepturą do powideł nie dodano cukru.

Jest w to zaangażowane jakby całe nasze koło, bo po prostu najpierw śliwki musimy przywieźć, czy je gdzieś kupimy, czy jakby tutaj dostaniemy. Trzeba je wypestkować i smażymy takie 100 kg w kotle, to smaży się około 6 godzin.

– wyjaśnia Jolanta Mądra

Smażenie rozpoczęło się o 10 rano i od tego momentu gospodynie pilnowały, by powidła odpowiednio się wysmażyły. Gotowe powidła gospodynie używają do nadziewania ciast i pączków.

Przepyszne pączki przede wszystkim z tych powideł, co robimy. Także pączki sprzedajemy już na wszystkich festynach. No co jeszcze, serniki tu mamy, mamy tu jabłecznik, mamy makowiec, także same atrakcje i ciasteczka, za każdym razem w jakimś innym kształcie.

– mówi pani Iwona

Tym razem miał kształt – i tu nie będzie zaskoczenia – śliwki. Panie serwowały również tradycyjną czerninę. Zupa choć niepopularna to znajdowała swoich amatorów.