Na kultowym składaku przez Polskę aż do Czech. Dla małego Leosia

poniedziałek, 1 czerwca 2026, 13:21

Na małym składaku w wielką trasę. Sławomir Bednarek ze Środa Wielkopolska wyruszył rowerem Wigry 2 aż do Czech, by wesprzeć zbiórkę dla małego średzianina. Setki kilometrów, zmęczenie i kapryśna pogoda to cena za pomoc, która ma realny cel.

Wyprawa rowerem Wigry 2 przez Polskę aż do Czech na składaku, który dla wielu jest symbolem dzieciństwa i sentymentalnych przejażdżek po osiedlu. Brzmi trochę absurdalnie? Być może. Trochę szalenie? Zdecydowanie. Ale właśnie w tym tkwi sens tego wyzwania. To nie jest wyprawa dla rekordów, wygody ani sportowych ambicji. Sławomir Bednarek ze Środy Wielkopolskiej chce w ten sposób wspomóc zbiórkę dla małego średzianina.

Promuję zbiórkę w tym roku jak i w poprzednich latach, bo jadę trzeci rok z rzędu dla Leosia Stępińskiego. Jest to czterolatek, który urodził się z zespołem Aperta. Mam między innymi pozrastane paluszki. Na rozdzielenie tych paluszków jest założona zbiórka, by rodzinie pomóc uzbierać pieniążki na operacje. Tym rowerem jeżdżę już od 2018 roku. Teraz jest dziesiąta wyprawa .Jadę przez Śrem i Leszno, bo chcę dojechać do miejscowości Grodziec, konkretnie do zamku Grodziec. Później do trójstyku polsko-czesko-niemieckiego. Tam wjadę na, myślę, trzy dni do Czech. W okolicach Kudowy Zdroju chcę wyjechać z powrotem do Polski, kierować się do Nysy i później do Opola.

– mówi Sławomir Bednarek

Mały rower – koła o średnicy zaledwie 20 cali, wielka trasa, setki kilometrów asfaltu, zmęczenie, uzależnienie od pogody i satysfakcja, której nie da się kupić ani zaplanować.

Według nawigacji mam 600 kilometrów, życie pokażę, myślę, 700-750. Rower, którym jeżdżę, to jest Wigry 2, polskiej produkcji z 1976 roku. Na 20-calowych kołach, bez żadnych wspomagań, żadnych przerzutek, nic nie ma i średnio na wyprawach robię około 70 kilometrów dziennie.

– dodaje

Wyjątkiem jest pierwszy dzień, kiedy Pan Sławek chce pokonać 90 kilometrów i wieczorem dotrzeć w okolice dolnośląskiej Góry. Średzianin wyjechał ze swojego miasta kwadrans przed 8 rano, do Śremu dojechał niecałe dwie godziny później. Porusza się drogami asfaltowymi i to tymi głównymi – wojewódzkimi oraz krajowymi.

Największym bagażem w tej mojej przyczepce to są ulotki reklamowe promujące właśnie zbiórkę, którą ja promuję, czyli zbiórkę środków pieniężnych na leczenie Leosia Stępińskiego. Później narzędzia i akcesoria do ewentualnej naprawy. Mówię do ewentualnej, bo na dziewięciu wyprawach miałem tylko trzy takie poważniejsze awarie. Przez te 8 tysięcy kilometrów to moim zdaniem nie jest dużo.

– wyjaśnia Pan Sławek

Jedną z poważniejszych było pęknięcie ramy roweru, mimo którego przejechał z duszą na ramieniu jeszcze 400 kilometrów. Zbiórkę dla Leosia można wesprzeć w internecie na platformie zrzuta.pl.