TV RELAX

Spółdzielnia Mieszkaniowa w Śremie       Kod qr

Cz20092018

. Imieniny obchodzą:  Renata, Filipina, Eustachy     Dzisiaj jest:  263 dzień roku, do końca roku pozostało 102 dni

 

Extra

Ogrody i kanały Suzhou - odc. 28

"Trudno się dogadać z Chińczykami, totalna blokada i trzeba mieć nerwy na wodzy. Ja często się wściekam, bo nie wytrzymuję, ale oni tego nie rozumieją. To kraj totalitarny. Przed chwilą musiałem dać paszport, by móc wejść na Internet (oczywiście był skserowany). To samo banki, biorą dane tak jak u nas, gdy wyrabiasz dowód osobisty, w każdym bądź razie mają stale aktualną sytuację o obcokrajowcach, wiedzą ile kasy zostawia każdy turysta. Wkurza mnie tez np. stawianie rowerów w poprzek chodnika, plucie i charkanie, śmieszy chlipanie przy jedzeniu, czym Chińczyk ma lepsze jedzenie w misce, to bardziej chlipie i mlaska, Trzeba uważać by nie być przypadkiem oplutym, (...) Zadziwiają tym co można zjeść, dzisiaj np, oferowano mi jajka w różnym stadium rozwoju kurczaka, włącznie z piórkami, wszystko w dużej misce z przyprawami. Nawet pięknie i apetycznie wyglądało... Mam piękne, kolorowe zdjęcia. Wrócę do Chin bo to niezwykły kraj, można tu znaleźć rzeczy których nigdzie nie spotkasz. Jestem w Suzhou, to przepiękne miasto setek ogrodów, kanałów wkomponowanych, niestety w wielu miejscach w betonowe i szklane wieżowce. Stare hutongi są burzone. Wszędzie trzeba płacić za wstępy i to niemało. W wolne dni w parkach są tłumy Chińczyków, aż trudno przejść. Pojutrze wracam do Poznania, to moja ostatnia relacja. Mógłbym godzinami pisać o Chinach, niestety godzina Internetu to dobry obiad, a kasa już na wyczerpaniu. Dziś kupiłem trochę jedwabiu, bo to rejon - serce chińskiego jedwabnictwa. Jutro jeszcze na ogrody. Wczoraj byłem w miejscu, gdzie widziałem tysiące bonsai i dostałem zawrotu głowy, nie wiedziałem co fotografować, filmować. Niestety, gdy jest tak dużo do napisania, powstaje chaos, bo nie wiadomo o czym wpierw. Pozdrawiam Wszystkich."

Zobacz

Trzy dni w Hangzhou - odc. 27

"Z Kali przyjechałem do Hangzhou, tu jestem. To podobno numer jeden z najpiękniejszych miejsc w Chinach, zobaczę, bo przyjechałem kilka godzin temu. Podróż 20 godzin pociągiem, byłem wymienić Euro, znów w plecy - na początku dostałem za 1E - 9,7 Y teraz juz 8,9. Co będzie dalej????!!! Spieszcie do Chin bo wkrótce relacja będzie odwrotna. Chiny szaleją w każdym miejscu, wszędzie wielkie inwestycje, a ludzie 90 % bieda aż piszczy, tylko bonzowie jeżdżą w konwojach czarnych limuzyn - to widziałem na własne oczy wiele razy i to mnie przeraża."

Zobacz

Jeden dzień z życia Miao - odc. 26

"Z Biasha pojechałem do Xijiang na południe od Kali, to też wioska ludzi Miao -wioska położona w najpiękniejszym krajobrazie jaki widziałem po Machu Pichu - dwa dni łaziłem po tarasach do wysokości 2000 m. Obecnie jest zbiór ryżu, więc na polach pracuje od świtu do nocy wielu ludzi. Dostęp do poletek tylko na nogach, praca niezwykle ciężka, ludzie przesympatyczni niscy, mocni jak konie. Zrobiłem film i wiele zdjęć, trudno mi to wszystko opisać."

Zobacz

Tańce i cieżka praca - odc. 25

"Z Zhaosiangu pojechałem autobusem do Biasha, to wioska narodowości Miao 7 km na poludnie od Congjang - jak kto śledzi moją podróż. Wioska położona w górach, bardzo malownicze otoczenie. (...) Miao to całkiem inna nacja niż Dong, to ludzie bardzo niskiego wzrostu, mężczyźni gola włosy, zostawiając tylko kitę, są w obyciu bardzo mili i przyjaźni, większość nosi własnej roboty ubiory i to nie na pokaz dla turysty. Byłem w miejscach, gdzie turyści nie zaglądają. Są to najbiedniejsi ludzie jakich spotkałem w Chinach, zrobiłem sporo ciekawych zdjęć. Wioska jak wspomniałem jest w przecudownym krajobrazie, ciężką pracą pokoleń ludzie ci pocięli stoki wzgórz robiąc tarasy. Kobiety wyrabiają materiał ręcznie, gdyż takiego nie można kupić. Ubiory są niezwykle ozdobne poprzez haft kolorowymi nićmi, czerń, granat i niebieski to główne kolory noszonych ubrań."

Zobacz

Kolorowe pogranicze - odc. 24

"Z Yangshuo pojechałem w okolice Longshengu, a dokładnie do Ping"an by zobaczyć tarasowe uprawy, najważniejsze że wydostałem się z gorąca. Tarasy są w górzystej części pogranicza prowincji Guangxi i Guizhou. (...)Jest tu kilka wiosek z narodowością Yao i Miao, porozrzucane w niedostępne miejsca, tylko kilka ma połączenia dobrymi drogami, do wielu można dostać się tylko górskimi ścieżkami. Ping'an jest taka dla turystów, a więc komercja na całego. Chiny się zmieniły i juz także całe tłumy zjeżdżają na sobotę i niedziele, jest tu wiele miejsc noclegowych i nie trudno znaleźć coś taniego. (...) Okolica jest ciekawa gdyż wiele zboczy górskich zostało zamienione ciężką pracą wielu pokoleń chłopów w tarasy na których są uprawy. Pierwsze tarasy powstały w 12 wieku za dynastii Yuan. Tarasy są na stromych zboczach więc szerokość niewielka od 1m do 5 m."

Zobacz

Zmysłowe południe Chin - odc. 23

"W każdym mieście, miasteczku życie przeciętnego Chińczyka musi być związane z targowiskiem, to tu można zaopatrzyć się w świeże warzywa, mięsa itd., można potargować, pogadać,popić wódkę, a Chińczycy lubią i to dużo, tanio zjeść, więc gdy dzień targowy, to do miasteczka takie jak Yangshuo zjeżdża się cala okoliczna ludność - rolnicy by pozbyć się swoich produktów ciężkiej pracy. Guangxi gdzie przebywam - ziemia rodzi non stop - to kraina wiecznej wiosny - okolice to malutkie wioseczki, ziemia żyzna, nie brakuje wody, jest jak w szklarni - dosłownie, ludzie bardzo pracowici, praca ciężka bo bez mechanizacji. Bawół błotny to w zdecydowanie najbardziej pospolity ciągnik, zresztą co innego może po kolana w błocie ciągnąc sochę. Już o świcie na chodniku rozkładają swoje płody rolnicy przywożone na rowerach, motocyklach, dwukółkach, niesione w koszach - rozkładają na chodniku głównej ulicy, tuż przy wejściu na bazar - bo tu nie ma opłat i klienci będą przechodzić wpierw idąc na bazar."

Zobacz

Lot do Chin - odc. 22

"W piątek rano o 5:00 29.08 miałem samolot do Hongkongu - Cebu Pacyfic. Dwie godziny i wylądowałem w tym dziwnym pełnym ogromnych budynków mieście, gdzie na ulicach przewijają się tłumy ludzi o różnej barwie skory. Takiej kaszany jeszcze nigdzie nie widziałem. Po prostu cały świat w przekroju. Ale co mnie uderzyło to bez dzieci, wszędzie, gdzie dotychczas byłem to dzieciaki. Tu biznes, nikt nie pyta o nazwisko, w hotelu możesz podać lub tylko zapłacisz, tu nikt nie zapyta ile masz kasy, ale bez niej nie masz szans przeżyć. Kradzieże to ewenement. Wszędzie czysto, nie wolno na ulicy palić, jeść, za jedzenie 5000$ hk!!! Nie ma żebraków. Wszędzie klimatyzacje, czyli na głowę stale gdzieś coś kapie z zewnętrznych klimatyzatorów. Ruch zaczyna się o 11:00, a kończy o 23:00."

Zobacz

W Manili - odc. 21

"Manila to ogromna aglomeracja i tak naprawdę nie wiadomo gdzie się zaczyna i kończy. To skupisko kilkunastu miast, w centrum wieżowce, drapacze chmur, szkło, aluminium, a na przyległych tuż uliczkach slumsy i wielka bieda. Upał nie do wytrzymania. Byłem dwa dni w Manili, poruszanie się po mieście to zabawa, bardzo sprawne metro napowietrzne, setki yeepneyi, po prostu nie ma szans się zgubić, chociaż obszar to 100 km kwadratowych."

Zobacz

Koleją z Nikąd do Nikąd - odc. 20

"Wybrałem się w podróż drezynkami - ok. 40 km. Na nieistniejącej od 3 lat linii kolejowej miejscowi by utrzymać jakikolwiek transport osobowo - towarowy skonstruowali małe drezynki na silniki spalinowe lub drezynki napędzane jak rower, lub jak hulajnoga??? Każdy może taką drezynkę posiadać za małą opłatę i prowadzić transport. Drezynek jest bardzo dużo, nie ma rozkładu jazdy, a jest jeden tor, więc jak się spotykają dwie z naprzeciwka to jedną trzeba zdejmować z toru. Wszyscy schodzą, gość łapie drezynke i zdejmuje z toru w czasie jazdy. 40 km - 3godziny - piękna okolica, miałem jedną przesiadkę i chyba 20 razy musieliśmy schodzić ok. 6-9 osób."

Zobacz

Tam, gdzie walczą koguty - odc. 19

"W niedzielę podjechałem do sąsiedniego miasteczka Lopez - 20 km by oglądać walki kogutów - wałczyło ponad 200 tych biednych ptaków przy ogromnie podnieconych facetach, ale to następna historia. Powiem tylko jedno, byłem na ringu, duży i taki sam jak bokserski - dookoła oszklony. W czasie walk na trybunach z tysiąc wrzeszczących facetów, to nie żarty, tu stawką jest duża kasa. Musiałem skłamać że pracuję dla National Geographic. Właściwie nie skłamać, tylko nie zaprzeczyć, bo spytano mnie czy jestem z wyżej wymienionego. magazynu."

Zobacz

Reklama