TV RELAX

Spółdzielnia Mieszkaniowa w Śremie       Kod qr

Wt30052017

. Imieniny obchodzą:  Joanna, Feliks, Ferdynand     Dzisiaj jest:   Dzień Rodzicielstwa Zastępczego

 

Reklama

Extra

Górska wioska Gorongosa - odc. 2

"Jadę na północ nadbrzeżną niziną zajmującą południe i środek kraju, jako że kraj w znacznym stopniu tropikalny jego charakter głównie sawannowy, od otwartych przestrzeni trawiastych po zalesione obszary. Zatrzymuję się w Tofo gdzie są piękne plaże, a potem w Inhabane. Portugalski żeglarz Vasco da Gama przybył tu w roku 1498, a już w kilka lat później przybyli tu osadnicy, budując miasta i prowadząc lukratywny handel. Mozambik stał się kolonią na trasie z Indi, tu zawijały statki na długiej drodze morskiej do Europy. Środkowo zachodnia część kraju to łagodne góry i tu zatrzymuję się na dłużej. Gorongosa - miejscowe targowisko z warzywami, a tuż za miasteczkiem wielka bieda. Wędrując po okolicznych wzgórzach ciężko patrzyć na ten niesprawiedliwy świat."

Zobacz

Szlakiem portugalskich żeglarzy - odc. 1

"Krótki pobyt w RPA i jadę do Mozambiku. Ogromna przepaść między tymi krajami pod każdym względem. Moim celem jest Maputo, tam chcę załatwić wizę do Malawi i dalej podróżować wzdłuż wybrzeża na północ. Mozambik to przepiękny kraj, wspaniały klimat, tak samo ludzie, jedni z najsympatyczniejszych na kontynencie, mimo że ich droga do wolność i od czasu zajęcia przez Portugalię 500 lat temu była pasmem upodlenia i cierpień. Przez porty Mozambiku z głębi kontynentu przetoczyły się setki tysięcy niewolników a z odkrytych Indii przez Vasco Da Game miliony ton towarów. W 1978r 200 tyś kolonistów pośpiesznie ucieka z Mozambiku zostawiając zrabowany kraj i 90 procent analfabetów tego 10 milionowego kraju w tym czasie. Następne lata wolności to pasmo walk wojny domowej o władzę i jakby nie było mało cierpień przez kraj przetaczają się na przemian wielkie powodzie i susze. Dopiero od kilku lat jest stabilizacja polityczna, jednakże kraj jest nadal na liście najbiedniejszych krajów na świecie. Zafascynowany niezwykłą potęgą maleńkiej Portugali która nie liczyła się w tym czasie w Europie ale dokonywał ogromnych podbojów w Afryce Wschodniej i nie tylko- chcę podążać szlakiem konkwistadorów."

Zobacz

Ogrody i kanały Suzhou - odc. 28

"Trudno się dogadać z Chińczykami, totalna blokada i trzeba mieć nerwy na wodzy. Ja często się wściekam, bo nie wytrzymuję, ale oni tego nie rozumieją. To kraj totalitarny. Przed chwilą musiałem dać paszport, by móc wejść na Internet (oczywiście był skserowany). To samo banki, biorą dane tak jak u nas, gdy wyrabiasz dowód osobisty, w każdym bądź razie mają stale aktualną sytuację o obcokrajowcach, wiedzą ile kasy zostawia każdy turysta. Wkurza mnie tez np. stawianie rowerów w poprzek chodnika, plucie i charkanie, śmieszy chlipanie przy jedzeniu, czym Chińczyk ma lepsze jedzenie w misce, to bardziej chlipie i mlaska, Trzeba uważać by nie być przypadkiem oplutym, (...) Zadziwiają tym co można zjeść, dzisiaj np, oferowano mi jajka w różnym stadium rozwoju kurczaka, włącznie z piórkami, wszystko w dużej misce z przyprawami. Nawet pięknie i apetycznie wyglądało... Mam piękne, kolorowe zdjęcia. Wrócę do Chin bo to niezwykły kraj, można tu znaleźć rzeczy których nigdzie nie spotkasz. Jestem w Suzhou, to przepiękne miasto setek ogrodów, kanałów wkomponowanych, niestety w wielu miejscach w betonowe i szklane wieżowce. Stare hutongi są burzone. Wszędzie trzeba płacić za wstępy i to niemało. W wolne dni w parkach są tłumy Chińczyków, aż trudno przejść. Pojutrze wracam do Poznania, to moja ostatnia relacja. Mógłbym godzinami pisać o Chinach, niestety godzina Internetu to dobry obiad, a kasa już na wyczerpaniu. Dziś kupiłem trochę jedwabiu, bo to rejon - serce chińskiego jedwabnictwa. Jutro jeszcze na ogrody. Wczoraj byłem w miejscu, gdzie widziałem tysiące bonsai i dostałem zawrotu głowy, nie wiedziałem co fotografować, filmować. Niestety, gdy jest tak dużo do napisania, powstaje chaos, bo nie wiadomo o czym wpierw. Pozdrawiam Wszystkich."

Zobacz

Trzy dni w Hangzhou - odc. 27

"Z Kali przyjechałem do Hangzhou, tu jestem. To podobno numer jeden z najpiękniejszych miejsc w Chinach, zobaczę, bo przyjechałem kilka godzin temu. Podróż 20 godzin pociągiem, byłem wymienić Euro, znów w plecy - na początku dostałem za 1E - 9,7 Y teraz juz 8,9. Co będzie dalej????!!! Spieszcie do Chin bo wkrótce relacja będzie odwrotna. Chiny szaleją w każdym miejscu, wszędzie wielkie inwestycje, a ludzie 90 % bieda aż piszczy, tylko bonzowie jeżdżą w konwojach czarnych limuzyn - to widziałem na własne oczy wiele razy i to mnie przeraża."

Zobacz

Jeden dzień z życia Miao - odc. 26

"Z Biasha pojechałem do Xijiang na południe od Kali, to też wioska ludzi Miao -wioska położona w najpiękniejszym krajobrazie jaki widziałem po Machu Pichu - dwa dni łaziłem po tarasach do wysokości 2000 m. Obecnie jest zbiór ryżu, więc na polach pracuje od świtu do nocy wielu ludzi. Dostęp do poletek tylko na nogach, praca niezwykle ciężka, ludzie przesympatyczni niscy, mocni jak konie. Zrobiłem film i wiele zdjęć, trudno mi to wszystko opisać."

Zobacz

Tańce i cieżka praca - odc. 25

"Z Zhaosiangu pojechałem autobusem do Biasha, to wioska narodowości Miao 7 km na poludnie od Congjang - jak kto śledzi moją podróż. Wioska położona w górach, bardzo malownicze otoczenie. (...) Miao to całkiem inna nacja niż Dong, to ludzie bardzo niskiego wzrostu, mężczyźni gola włosy, zostawiając tylko kitę, są w obyciu bardzo mili i przyjaźni, większość nosi własnej roboty ubiory i to nie na pokaz dla turysty. Byłem w miejscach, gdzie turyści nie zaglądają. Są to najbiedniejsi ludzie jakich spotkałem w Chinach, zrobiłem sporo ciekawych zdjęć. Wioska jak wspomniałem jest w przecudownym krajobrazie, ciężką pracą pokoleń ludzie ci pocięli stoki wzgórz robiąc tarasy. Kobiety wyrabiają materiał ręcznie, gdyż takiego nie można kupić. Ubiory są niezwykle ozdobne poprzez haft kolorowymi nićmi, czerń, granat i niebieski to główne kolory noszonych ubrań."

Zobacz

Kolorowe pogranicze - odc. 24

"Z Yangshuo pojechałem w okolice Longshengu, a dokładnie do Ping"an by zobaczyć tarasowe uprawy, najważniejsze że wydostałem się z gorąca. Tarasy są w górzystej części pogranicza prowincji Guangxi i Guizhou. (...)Jest tu kilka wiosek z narodowością Yao i Miao, porozrzucane w niedostępne miejsca, tylko kilka ma połączenia dobrymi drogami, do wielu można dostać się tylko górskimi ścieżkami. Ping'an jest taka dla turystów, a więc komercja na całego. Chiny się zmieniły i juz także całe tłumy zjeżdżają na sobotę i niedziele, jest tu wiele miejsc noclegowych i nie trudno znaleźć coś taniego. (...) Okolica jest ciekawa gdyż wiele zboczy górskich zostało zamienione ciężką pracą wielu pokoleń chłopów w tarasy na których są uprawy. Pierwsze tarasy powstały w 12 wieku za dynastii Yuan. Tarasy są na stromych zboczach więc szerokość niewielka od 1m do 5 m."

Zobacz

Zmysłowe południe Chin - odc. 23

"W każdym mieście, miasteczku życie przeciętnego Chińczyka musi być związane z targowiskiem, to tu można zaopatrzyć się w świeże warzywa, mięsa itd., można potargować, pogadać,popić wódkę, a Chińczycy lubią i to dużo, tanio zjeść, więc gdy dzień targowy, to do miasteczka takie jak Yangshuo zjeżdża się cala okoliczna ludność - rolnicy by pozbyć się swoich produktów ciężkiej pracy. Guangxi gdzie przebywam - ziemia rodzi non stop - to kraina wiecznej wiosny - okolice to malutkie wioseczki, ziemia żyzna, nie brakuje wody, jest jak w szklarni - dosłownie, ludzie bardzo pracowici, praca ciężka bo bez mechanizacji. Bawół błotny to w zdecydowanie najbardziej pospolity ciągnik, zresztą co innego może po kolana w błocie ciągnąc sochę. Już o świcie na chodniku rozkładają swoje płody rolnicy przywożone na rowerach, motocyklach, dwukółkach, niesione w koszach - rozkładają na chodniku głównej ulicy, tuż przy wejściu na bazar - bo tu nie ma opłat i klienci będą przechodzić wpierw idąc na bazar."

Zobacz

Lot do Chin - odc. 22

"W piątek rano o 5:00 29.08 miałem samolot do Hongkongu - Cebu Pacyfic. Dwie godziny i wylądowałem w tym dziwnym pełnym ogromnych budynków mieście, gdzie na ulicach przewijają się tłumy ludzi o różnej barwie skory. Takiej kaszany jeszcze nigdzie nie widziałem. Po prostu cały świat w przekroju. Ale co mnie uderzyło to bez dzieci, wszędzie, gdzie dotychczas byłem to dzieciaki. Tu biznes, nikt nie pyta o nazwisko, w hotelu możesz podać lub tylko zapłacisz, tu nikt nie zapyta ile masz kasy, ale bez niej nie masz szans przeżyć. Kradzieże to ewenement. Wszędzie czysto, nie wolno na ulicy palić, jeść, za jedzenie 5000$ hk!!! Nie ma żebraków. Wszędzie klimatyzacje, czyli na głowę stale gdzieś coś kapie z zewnętrznych klimatyzatorów. Ruch zaczyna się o 11:00, a kończy o 23:00."

Zobacz

W Manili - odc. 21

"Manila to ogromna aglomeracja i tak naprawdę nie wiadomo gdzie się zaczyna i kończy. To skupisko kilkunastu miast, w centrum wieżowce, drapacze chmur, szkło, aluminium, a na przyległych tuż uliczkach slumsy i wielka bieda. Upał nie do wytrzymania. Byłem dwa dni w Manili, poruszanie się po mieście to zabawa, bardzo sprawne metro napowietrzne, setki yeepneyi, po prostu nie ma szans się zgubić, chociaż obszar to 100 km kwadratowych."

Zobacz

Reklama